„W co się ubrać na firmową wigilię Zaborowska? Poszaleć czy jednak pójść w biurowe klimaty?”
Takie pytania mam mniej więcej od tygodnia w swojej skrzynce więc pozwól że odpowiem „hurtowo” 🙂
Zaszalej (jak nie teraz to kiedy, jak nie Ty to kto), ale a głową abyś nie miała modowego kaca.
Twoją bronią może być….
• kolor, którego się nie zapomina, np.: seksowna i drapieżna czerwień albo zabroniony w pracy a przy okazji cholernie w trendach pomarańcz albo wściekły pink albo ekscentryczny fiolet, albo…. – Ty decydujesz. Pamiętaj tylko proszę aby oprócz koloru było widać Ciebie. Szach, mat 😊 ,
• fason, który podkreśli Twoje najważniejsze atuty: nogi, talię, dekolt, linię ramion, łydki, biust? Tylko błagam nie wszystko na raz. Jedna impreza jedno odkrycie karty. Na tym polega dobry poker,
• dodatki, których nie nosisz do pracy: torebka z cekinów, kolczyki w rozmiarze XXL, rajstopy w ciekawy wzór, odważny makijaż, szpilki w panterkę, etc. Niech będzie o czym mówić podczas kawy następnego dnia!
Zasada nadrzędna:
Wybierasz tylko jednego jokera swojej stylizacji!
Albo kolor albo fason albo dodatek.
JEDEN i ani pół kolejnego.
• biała koszula plus cekinowa spodnica ołówkowa,
• klasyczny garnitur plus koronkowy top,
• klasyczna, granatowa lub czerwona szmizjerka plus mega wysoakie złote szpilki,
I tak mozna bez końca.
Czy są jakieś ograniczenia w tej zabawie? Oczywiście, że są i zawsze będą. Ale tym zarządza zdrowy rozsądek a do tego ogólnych reguł nie ma.
Ps.
z ciekawości zajrzałam na polecajki w internetach i wyświetliły mi się porady dla urzędniczki z czasów PRL-u w klimatach „ubierz się w świąteczne kolory” – zjazd choinek uważam za otwarty. Albo „zakryj dekolt i kolana” albo „ściągnij marynarkę i do tego w czym chodzisz do pracy na co dzień dodaj czerwoną pomadkę” – no szaaaaaał!
Kochana, rada z mojego podwórka to bądź sobą w ciut bardziej ekstrawaganckiej wersji. Cudownej zabawy!